Cabines 85grudzień 2016 - styczeń 2017
Odtwarzanie muzyki
powrótWywiad
Muzyka stała się nieodłączną częścią naszego życia. Słuchamy jej w domu, w pracy, w samochodzie, restauracji, hotelu, kościele i pubie. Wiele miejsc bez muzyki to rzecz niewyobrażalna. Należą do nich obok dyskotek, restauracji i pubów również salony usługowe. Instalujemy w nich odtwarzacze płyt CD, w wielu wypadkach źródłem muzyki jest radio czy nawet telewizyjne stacje muzyczne. Z chwilą gdy decydujemy się na muzykę w salonie, musimy pamiętać o tym, że stanowi ona własność twórców, którym za korzystanie z niej należy się wynagrodzenie. Stanowi o tym ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku. Wielu z nas nie podoba się mało logiczna decyzja ministerstwa dająca prawo do pobierania opłat wielu instytucjom w tym samym czasie. Za co i komu płacimy, komu płacić powinniśmy i czy można nie płacić w ogóle? Między innymi z tymi pytaniami zwracamy się do pana Ryszarda Nowosadzkiego, szefa okręgowej placówki ZAiKS-u, stowarzyszenia chroniącego prawa twórców.
Panie Ryszardzie – pierwsze, podstawowe pytanie: Komu i za co właściwie płacimy, odprowadzając odpłatności z tytułu publicznego odtwarzania muzyki?
Ryszard Nowosadzki: Płacimy właścicielom za przynależne im prawa. Nic w tym nadzwyczajnego – autor czy wykonawca utworu, podobnie jak piekarz czy inny wytwórca, jest właścicielem swojego dzieła i musi zarabiać, aby żyć. Płacimy więc twórcom, ale z uwagi na fakt, że są ich setki tysięcy, rozsianych po całym świecie, muszą istnieć pośrednicy. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS jest swoistą skrzynką kontaktową pomiędzy setkami tysięcy użytkowników z całej Polski a kilkoma milionami autorów z zagranicy.
Trudno sobie wyobrazić wartość własności intelektualnej. Czy może pan przybliżyć czytelnikom, jak wygląda to w realnym życiu? Twórca tekstu piosenki czy muzyki otrzymuje wiele lat po jej napisaniu tantiemy. Czy to rzecz oczywista?
R.N.: Zanim dany utwór trafi na listy przebojów czy też w jakikolwiek sposób trafi do domeny publicznej, pracuje nad tym wielu ludzi. Pierwszym jest naturalnie jego autor lub autorzy. Nie zapominajmy, że może być ich kilku i tyczy się to zarówno tekstu, jak i muzyki. W następnym etapie mamy do czynienia z wykonawcami i tu znowu może być ich kilku – zarówno tych, którzy śpiewają, jak i grają. Z chwilą wynalezienia nośników, na których w sposób trwały możemy przenieść i uwiecznić utwór, dołączyli do grona osób oczekujących na wypłaty również producenci. Korzystanie z twórczości jest intratnym biznesem, wystarczy spojrzeć na listę najbogatszych Polaków, aby uzyskać potwierdzenie, że działalność bazująca na cudzej twórczości generuje fortuny. Jaka idea nakazuje pozostawiać najważniejsze ogniwo takiego pożytku poza jego zasięgiem?
Czy można wychodzić z założenia, że każdy z takich twórców, autorów tekstów, kompozytorów pracuje na wstępie za darmo ?
R.N.: Oczywiście, przecież źródłem ich przychodów są przyszli użytkownicy, producent nagrania, właściciel dyskoteki czy lokalu usługowego.
Teraz już wszystko wiadomo i widać rolę ZAiKS-u w tym całym muzycznym zamieszaniu. Czy można wierzyć w to, że pieniądze, które zbiera ZAiKS, faktycznie trafiają do tych, którym się one należą ?
R.N.: Oczywiście, że tak. ZAiKS stał się w ostatnim czasie ulubionym przedmiotem kontroli różnych urzędów, które – jak można mniemać – postawiły sobie za cel udowodnienie niezgodnego z prawem działania naszego stowarzyszenia. Wielomiesięczne kontrole urzędów nadzoru, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czy urzędu skarbowego nie znalazły żadnego uchybienia w naszej działalności. Koszty naszego działania, jak i po części biurokracji, której całkiem uniknąć nie można, wynoszą zaledwie kilkanaście procent.
W Niemczech na niektórych polach eksploatacji odpowiednik ZAiKS-u, GEMA, inkasuje odpowiednie opłaty także w imieniu innych uprawnionych, po czym zebrane pieniądze dzieli i wypłaca. Czy u nas nie mogłoby być tak samo?
R.N.: Oczywiście, że mogłoby być tak samo. Dlaczego tak nie jest i dlaczego tak nie stało się od początku? Problemem pozostaje bezczynność ministra kultury, jako arbitra. Jego udział w rozstrzygnięciach bardzo istotnych rozbieżności pomiędzy różnymi organizacjami co do zasad inkasowania i dzielenia należności jest istotny. Różnice zdań są dzisiaj tak duże, że nie pozwalają na osiągnięcie zadowalającego wszystkich rozwiązania. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS porozumiało się z niektórymi związkami w sprawie inkasowania należności od niektórych grup użytkowników, np. kin. Jest to zwiastun nieuniknionych zmian, nastąpią one w czasie, który trudno przewidzieć.
Czyli właściciel gabinetu kosmetycznego, salonu solaryjnego czy odnowy biologicznej musi płacić każdemu, kto do niego przyjdzie i wykaże, że ma pozwolenia od ministra do pobierania składek?
R.N.: Nie do końca. Mimo że organizacji jest kilkanaście, faktycznie prawa do pobierania opłat za publiczne odtwarzanie muzyki w gabinetach kosmetycznych salonach solaryjnych czy odnowy biologicznej mają cztery organizacje. Są nimi: ZAiKS, STOART, SAWP oraz ZPAV. Jak już wspominaliśmy, ZAiKS udziela zgody i inkasuje wynagrodzenia na rzecz twórców, STOART i SAWP – na rzecz artystów, wykonawców, a ZPAV – na rzecz producentów nagrań. Ich działanie wynika nie tylko ze zgody ministra, lecz przede wszystkim z prawa cywilnego, tj. pełnomocnictwa udzielonego im przez twórców, artystów wykonawców czy producentów nagrań.
więcej w Cabines nr 35

Panie Ryszardzie – pierwsze, podstawowe pytanie: Komu i za co właściwie płacimy, odprowadzając odpłatności z tytułu publicznego odtwarzania muzyki?
Ryszard Nowosadzki: Płacimy właścicielom za przynależne im prawa. Nic w tym nadzwyczajnego – autor czy wykonawca utworu, podobnie jak piekarz czy inny wytwórca, jest właścicielem swojego dzieła i musi zarabiać, aby żyć. Płacimy więc twórcom, ale z uwagi na fakt, że są ich setki tysięcy, rozsianych po całym świecie, muszą istnieć pośrednicy. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS jest swoistą skrzynką kontaktową pomiędzy setkami tysięcy użytkowników z całej Polski a kilkoma milionami autorów z zagranicy.
Trudno sobie wyobrazić wartość własności intelektualnej. Czy może pan przybliżyć czytelnikom, jak wygląda to w realnym życiu? Twórca tekstu piosenki czy muzyki otrzymuje wiele lat po jej napisaniu tantiemy. Czy to rzecz oczywista?
R.N.: Zanim dany utwór trafi na listy przebojów czy też w jakikolwiek sposób trafi do domeny publicznej, pracuje nad tym wielu ludzi. Pierwszym jest naturalnie jego autor lub autorzy. Nie zapominajmy, że może być ich kilku i tyczy się to zarówno tekstu, jak i muzyki. W następnym etapie mamy do czynienia z wykonawcami i tu znowu może być ich kilku – zarówno tych, którzy śpiewają, jak i grają. Z chwilą wynalezienia nośników, na których w sposób trwały możemy przenieść i uwiecznić utwór, dołączyli do grona osób oczekujących na wypłaty również producenci. Korzystanie z twórczości jest intratnym biznesem, wystarczy spojrzeć na listę najbogatszych Polaków, aby uzyskać potwierdzenie, że działalność bazująca na cudzej twórczości generuje fortuny. Jaka idea nakazuje pozostawiać najważniejsze ogniwo takiego pożytku poza jego zasięgiem?
Czy można wychodzić z założenia, że każdy z takich twórców, autorów tekstów, kompozytorów pracuje na wstępie za darmo ?
R.N.: Oczywiście, przecież źródłem ich przychodów są przyszli użytkownicy, producent nagrania, właściciel dyskoteki czy lokalu usługowego.
Teraz już wszystko wiadomo i widać rolę ZAiKS-u w tym całym muzycznym zamieszaniu. Czy można wierzyć w to, że pieniądze, które zbiera ZAiKS, faktycznie trafiają do tych, którym się one należą ?
R.N.: Oczywiście, że tak. ZAiKS stał się w ostatnim czasie ulubionym przedmiotem kontroli różnych urzędów, które – jak można mniemać – postawiły sobie za cel udowodnienie niezgodnego z prawem działania naszego stowarzyszenia. Wielomiesięczne kontrole urzędów nadzoru, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czy urzędu skarbowego nie znalazły żadnego uchybienia w naszej działalności. Koszty naszego działania, jak i po części biurokracji, której całkiem uniknąć nie można, wynoszą zaledwie kilkanaście procent.
W Niemczech na niektórych polach eksploatacji odpowiednik ZAiKS-u, GEMA, inkasuje odpowiednie opłaty także w imieniu innych uprawnionych, po czym zebrane pieniądze dzieli i wypłaca. Czy u nas nie mogłoby być tak samo?
R.N.: Oczywiście, że mogłoby być tak samo. Dlaczego tak nie jest i dlaczego tak nie stało się od początku? Problemem pozostaje bezczynność ministra kultury, jako arbitra. Jego udział w rozstrzygnięciach bardzo istotnych rozbieżności pomiędzy różnymi organizacjami co do zasad inkasowania i dzielenia należności jest istotny. Różnice zdań są dzisiaj tak duże, że nie pozwalają na osiągnięcie zadowalającego wszystkich rozwiązania. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS porozumiało się z niektórymi związkami w sprawie inkasowania należności od niektórych grup użytkowników, np. kin. Jest to zwiastun nieuniknionych zmian, nastąpią one w czasie, który trudno przewidzieć.
Czyli właściciel gabinetu kosmetycznego, salonu solaryjnego czy odnowy biologicznej musi płacić każdemu, kto do niego przyjdzie i wykaże, że ma pozwolenia od ministra do pobierania składek?
R.N.: Nie do końca. Mimo że organizacji jest kilkanaście, faktycznie prawa do pobierania opłat za publiczne odtwarzanie muzyki w gabinetach kosmetycznych salonach solaryjnych czy odnowy biologicznej mają cztery organizacje. Są nimi: ZAiKS, STOART, SAWP oraz ZPAV. Jak już wspominaliśmy, ZAiKS udziela zgody i inkasuje wynagrodzenia na rzecz twórców, STOART i SAWP – na rzecz artystów, wykonawców, a ZPAV – na rzecz producentów nagrań. Ich działanie wynika nie tylko ze zgody ministra, lecz przede wszystkim z prawa cywilnego, tj. pełnomocnictwa udzielonego im przez twórców, artystów wykonawców czy producentów nagrań.
więcej w Cabines nr 35