Cabines 85grudzień 2016 - styczeń 2017
Każdy z nas przeszedł swoją metamorfozę
powrótWywiad
102 dni – tyle czasu było potrzebne, by w sposób absolutnie spektakularny odmienić wygląd – i generalnie życie! – dwóch pań. Pomysłodawczynią i koordynatorką akcji „Metamorfoza” (o której szczegółach mogą Państwo przeczytać w artykule na stronie 36) jest pani Katarzyna Kielar, kosmetyczka, właścicielka opolskiego salonu Wyspa Harmonii. Oprócz niej w procesie uczestniczył cały sztab specjalistów. Nie będzie jednak żadnym nadużyciem, jeśli panią Kasię nazwiemy siłą napędową przedsięwzięcia i jego najważniejszym ogniwem. Ten wywiad miał wyglądać inaczej. Krótko, konkretnie, tylko na temat samej akcji – ale rozmowa popłynęła swoim torem. I dobrze, bo przy okazji udało się poruszyć kilka innych ciekawych zagadnień.
Cabines - Z tego, co mówiła Pani podczas gali podsumowującej całą akcję, wynikało, że źródeł tej akcji należy szukać w Pani doświadczeniach życiowych.
Katarzyna Kielar - Tak. Był taki moment w moim życiu, kiedy borykałam się z ogromnymi problemami zdrowotnymi. To było naprawdę ciężkie doświadczenie, dotyczyło bardzo wielu aspektów życia. Wychodzenie z tego zajęło mi wiele czasu i wymagało bardzo kompleksowej pracy nad sobą. Krótko mówiąc – musiałam niemal całkowicie zmienić podejście do życia, przewartościować wiele spraw i odnaleźć w sobie energię, która pozwoliła mi na walkę z chorobą. Doświadczyłam też zakażenia, którego nabawiłam się podczas zabiegu oczyszczania. Jeśli chodzi o cerę – miałam bardzo ciężką postać trądziku, uciążliwą do tego stopnia, że utrudniało mi to normalne funkcjonowanie wśród ludzi. Bardzo wiele się wówczas nauczyłam i postanowiłam, że chcę się tą wiedzą i doświadczeniem dzielić z innymi. Bodźcem do zorganizowania holistycznej metamorfozy była osobista chęć wyrażenia wdzięczności za drugą szansę, jaką otrzymałam od życia. Dałam intencję, że spełnię marzenia dwóch osób – i tak to się zaczęło. Jednocześnie w tamtym roku obchodziliśmy swoje 10. urodziny.
Cabines - Z czysto technicznego punktu widzenia wydaje się, że to Pani przypadło najwięcej obowiązków. Oprócz własnej części pracy – czyli wykonywania zabiegów – musiała Pani zaplanować całość i skoordynować pracę wszystkich osób biorących udział w akcji.
K.K. - Tak. Na szczęście cały zespół był na tyle zgrany i skoncentrowany na celu, że praca – choć ciężka – była również przyjemna. To faktycznie nie było łatwe przedsięwzięcie; oprócz fajnych, pięknych momentów było również wiele perypetii i problemów, które musieliśmy pokonać. Mnie w tym wszystkim przypadła rola elementu scalającego. Na szczęście mogliśmy czerpać od siebie nawzajem siłę i energię, która nakręcała do działania i – mimo zmęczenia – nie pozwalała na chwile zniechęcenia. Mówiąc o tej energii, nie mam na myśli niczego nadzwyczajnego czy metafizycznego. To jak najbardziej naturalna rzecz, której na co dzień doświadczamy, ale często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Współpraca, pomoc, wymiana doświadczeń – to wszystko jest źródłem właśnie tej pozytywnej energii, która odpowiednio skanalizowana pozwala na dokonanie rzeczy naprawdę wielkich. Tak jak wspomniałam – to działa w obie strony. Im więcej dobra dajemy, tym więcej możemy otrzymać. Ważne, żeby nie skupiać się wyłącznie na sobie i własnych potrzebach, a kontaktów z otoczeniem nie ograniczać wyłącznie do oceniania innych i wiecznego porównywania się z wszystkimi wokół. To między innymi starałam się przekazywać obydwu paniom, uczestniczkom tej akcji. Zmiana nastawienia do świata, sposobu myślenia o sobie i otoczeniu to jest klucz do metamorfozy, jej fundament. Mam tu na myśli zmianę siebie, otoczenia i tak naprawdę kreowania rzeczywistości – w sobie i wokół siebie.
Cabines - Można zatem powiedzieć, że zabiegi kosmetyczne były w tej akcji zaledwie dodatkiem do czegoś znacznie głębszego i poważniejszego…
K.K. - Zabiegi kosmetyczne były oczywiście bardzo ważne, ale nie zadziałałyby tak dobrze i tak szybko, gdyby nie były częścią większej całości, gdyby nie zostały połączone z pracą terapeutyczną nad wnętrzem obydwu pań. Wiele zabiegów, jakie zostały zastosowane, wyklucza się czasowo – trzeba odczekać, zrobić odpowiednio długą przerwę między jednym a drugim. Mając już pewne doświadczenie, niektóre z tych czasowych barier przeskakiwałam, ale to by się nie udało, gdyby nie pozytywne nastawienie pań, które znakomicie przyspieszało efekty kuracji. Jest ono szczególnie istotne w przypadku trądziku. Przyczyny jego występowania są oczywiście bardzo złożone, ale brak samoakceptacji i negatywne podejście jest jedną z ważniejszych przeszkód w procesie leczenia. Skóra nie jest organem funkcjonującym w oderwaniu od reszty organizmu, to na niej odbija się to, co dzieje się z nami wewnątrz. Z jednej strony dotyczy to kwestii związanych choćby z dietą, ale psychika ma tu również ogromne znaczenie. To zresztą jest ze sobą bardzo mocno powiązane. Chodzi o to, by z tych zależności zdawać sobie sprawę, przekazać to osobie, z którą się pracuje, i tak nią pokierować, żeby walka z problemem przebiegała w sposób jak najbardziej kompleksowy. Trzeba usunąć przyczynę, a nie walczyć tylko ze skutkami.
Cabines - Trądzik był wielkim problemem pani Ewy…
K.K. - Tak. Latami nie mogła sobie z tym poradzić. Nie pomagały wizyty u dermatologów, specjalistyczne kuracje, leki… Zresztą nie tylko trądzik tam był, również alergie i inne problemy. W jej przypadku dosyć mocno musieliśmy popracować nad jelitami. Konieczna była dość radykalna zmiana sposobu odżywiania, zarówno jeśli chodzi o produkty, jak i sposób jedzenia. Przypadkowe „wrzucanie” różnych rzeczy zastąpiliśmy świadomą, dobrą dietą. Problemem był również stres, mający źródło w pracy i codziennym życiu, między innymi w postrzeganiu siebie. Tu również konieczne były radykalne zmiany. To było zresztą duże zaskoczenie, dla obydwu pań – na wstępie usłyszały, że muszą przede wszystkim spojrzeć do wewnątrz, zmienić nastawienie do własnego życia. Pokochać się po prostu. To, że udało nam się zapoczątkować ten proces – bo to jest proces, to wciąż trwa – było podstawą rozpoczęcia metamorfozy, jej fundamentem. Na tak przygotowany grunt weszły profesjonalne zabiegi i zadziałały niesamowicie. Obserwowanie efektów, tego jak szybko trądzik się goił, było dla nas wszystkich źródłem bardzo dobrej energii i solidną podstawą do dalszej pracy nad paniami
Cabines - Na gali było widać bardzo wyraźnie, że obydwie panie oprócz spektakularnej zmiany fizycznej przede wszystkim zmieniły się wewnętrznie. Uśmiech, pewność siebie, taka wewnętrzna radość – to po prostu z nich promieniowało
K.K. - Tak i to był klucz sukcesu całej akcji. Panie przede wszystkim nie bały się zmiany – chciały tego, wierzyły w sukces i konsekwentnie dążyły do celu, mimo przeszkód (a tych nie brakowało). Na szczęście już na samym wstępie udało nam się nastroić je tak, że całą akcję traktowały jako swego rodzaju zabawę, w każdym razie nie przymus. Taki psychiczny luz i radość to jest podstawa, gdyby tego zabrakło, nie byłoby sukcesu. Dzięki temu na przykład panie mogły traktować wszelkie uwagi stylisty na temat swojego wizerunku nie jak próby oceny czy krytyki, ale właśnie jako dobre, przyjacielskie wręcz rady. To samo dotyczyło porad i zmian odnośnie do fryzur, diety, nastawienia do życia. Gdyby był w nich wewnętrzny opór, jakieś kurczowe trzymanie się dotychczasowych nawyków – nie udałoby się. Gdyby był strach, który jest straszną blokadą – nie udałoby się.
więcej w Cabines nr 63
Rozmawiał
Michał Domański
Cabines - Z tego, co mówiła Pani podczas gali podsumowującej całą akcję, wynikało, że źródeł tej akcji należy szukać w Pani doświadczeniach życiowych.
Katarzyna Kielar - Tak. Był taki moment w moim życiu, kiedy borykałam się z ogromnymi problemami zdrowotnymi. To było naprawdę ciężkie doświadczenie, dotyczyło bardzo wielu aspektów życia. Wychodzenie z tego zajęło mi wiele czasu i wymagało bardzo kompleksowej pracy nad sobą. Krótko mówiąc – musiałam niemal całkowicie zmienić podejście do życia, przewartościować wiele spraw i odnaleźć w sobie energię, która pozwoliła mi na walkę z chorobą. Doświadczyłam też zakażenia, którego nabawiłam się podczas zabiegu oczyszczania. Jeśli chodzi o cerę – miałam bardzo ciężką postać trądziku, uciążliwą do tego stopnia, że utrudniało mi to normalne funkcjonowanie wśród ludzi. Bardzo wiele się wówczas nauczyłam i postanowiłam, że chcę się tą wiedzą i doświadczeniem dzielić z innymi. Bodźcem do zorganizowania holistycznej metamorfozy była osobista chęć wyrażenia wdzięczności za drugą szansę, jaką otrzymałam od życia. Dałam intencję, że spełnię marzenia dwóch osób – i tak to się zaczęło. Jednocześnie w tamtym roku obchodziliśmy swoje 10. urodziny.
Cabines - Z czysto technicznego punktu widzenia wydaje się, że to Pani przypadło najwięcej obowiązków. Oprócz własnej części pracy – czyli wykonywania zabiegów – musiała Pani zaplanować całość i skoordynować pracę wszystkich osób biorących udział w akcji.
K.K. - Tak. Na szczęście cały zespół był na tyle zgrany i skoncentrowany na celu, że praca – choć ciężka – była również przyjemna. To faktycznie nie było łatwe przedsięwzięcie; oprócz fajnych, pięknych momentów było również wiele perypetii i problemów, które musieliśmy pokonać. Mnie w tym wszystkim przypadła rola elementu scalającego. Na szczęście mogliśmy czerpać od siebie nawzajem siłę i energię, która nakręcała do działania i – mimo zmęczenia – nie pozwalała na chwile zniechęcenia. Mówiąc o tej energii, nie mam na myśli niczego nadzwyczajnego czy metafizycznego. To jak najbardziej naturalna rzecz, której na co dzień doświadczamy, ale często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Współpraca, pomoc, wymiana doświadczeń – to wszystko jest źródłem właśnie tej pozytywnej energii, która odpowiednio skanalizowana pozwala na dokonanie rzeczy naprawdę wielkich. Tak jak wspomniałam – to działa w obie strony. Im więcej dobra dajemy, tym więcej możemy otrzymać. Ważne, żeby nie skupiać się wyłącznie na sobie i własnych potrzebach, a kontaktów z otoczeniem nie ograniczać wyłącznie do oceniania innych i wiecznego porównywania się z wszystkimi wokół. To między innymi starałam się przekazywać obydwu paniom, uczestniczkom tej akcji. Zmiana nastawienia do świata, sposobu myślenia o sobie i otoczeniu to jest klucz do metamorfozy, jej fundament. Mam tu na myśli zmianę siebie, otoczenia i tak naprawdę kreowania rzeczywistości – w sobie i wokół siebie.
Cabines - Można zatem powiedzieć, że zabiegi kosmetyczne były w tej akcji zaledwie dodatkiem do czegoś znacznie głębszego i poważniejszego…
K.K. - Zabiegi kosmetyczne były oczywiście bardzo ważne, ale nie zadziałałyby tak dobrze i tak szybko, gdyby nie były częścią większej całości, gdyby nie zostały połączone z pracą terapeutyczną nad wnętrzem obydwu pań. Wiele zabiegów, jakie zostały zastosowane, wyklucza się czasowo – trzeba odczekać, zrobić odpowiednio długą przerwę między jednym a drugim. Mając już pewne doświadczenie, niektóre z tych czasowych barier przeskakiwałam, ale to by się nie udało, gdyby nie pozytywne nastawienie pań, które znakomicie przyspieszało efekty kuracji. Jest ono szczególnie istotne w przypadku trądziku. Przyczyny jego występowania są oczywiście bardzo złożone, ale brak samoakceptacji i negatywne podejście jest jedną z ważniejszych przeszkód w procesie leczenia. Skóra nie jest organem funkcjonującym w oderwaniu od reszty organizmu, to na niej odbija się to, co dzieje się z nami wewnątrz. Z jednej strony dotyczy to kwestii związanych choćby z dietą, ale psychika ma tu również ogromne znaczenie. To zresztą jest ze sobą bardzo mocno powiązane. Chodzi o to, by z tych zależności zdawać sobie sprawę, przekazać to osobie, z którą się pracuje, i tak nią pokierować, żeby walka z problemem przebiegała w sposób jak najbardziej kompleksowy. Trzeba usunąć przyczynę, a nie walczyć tylko ze skutkami.
Cabines - Trądzik był wielkim problemem pani Ewy…
K.K. - Tak. Latami nie mogła sobie z tym poradzić. Nie pomagały wizyty u dermatologów, specjalistyczne kuracje, leki… Zresztą nie tylko trądzik tam był, również alergie i inne problemy. W jej przypadku dosyć mocno musieliśmy popracować nad jelitami. Konieczna była dość radykalna zmiana sposobu odżywiania, zarówno jeśli chodzi o produkty, jak i sposób jedzenia. Przypadkowe „wrzucanie” różnych rzeczy zastąpiliśmy świadomą, dobrą dietą. Problemem był również stres, mający źródło w pracy i codziennym życiu, między innymi w postrzeganiu siebie. Tu również konieczne były radykalne zmiany. To było zresztą duże zaskoczenie, dla obydwu pań – na wstępie usłyszały, że muszą przede wszystkim spojrzeć do wewnątrz, zmienić nastawienie do własnego życia. Pokochać się po prostu. To, że udało nam się zapoczątkować ten proces – bo to jest proces, to wciąż trwa – było podstawą rozpoczęcia metamorfozy, jej fundamentem. Na tak przygotowany grunt weszły profesjonalne zabiegi i zadziałały niesamowicie. Obserwowanie efektów, tego jak szybko trądzik się goił, było dla nas wszystkich źródłem bardzo dobrej energii i solidną podstawą do dalszej pracy nad paniami
Cabines - Na gali było widać bardzo wyraźnie, że obydwie panie oprócz spektakularnej zmiany fizycznej przede wszystkim zmieniły się wewnętrznie. Uśmiech, pewność siebie, taka wewnętrzna radość – to po prostu z nich promieniowało
K.K. - Tak i to był klucz sukcesu całej akcji. Panie przede wszystkim nie bały się zmiany – chciały tego, wierzyły w sukces i konsekwentnie dążyły do celu, mimo przeszkód (a tych nie brakowało). Na szczęście już na samym wstępie udało nam się nastroić je tak, że całą akcję traktowały jako swego rodzaju zabawę, w każdym razie nie przymus. Taki psychiczny luz i radość to jest podstawa, gdyby tego zabrakło, nie byłoby sukcesu. Dzięki temu na przykład panie mogły traktować wszelkie uwagi stylisty na temat swojego wizerunku nie jak próby oceny czy krytyki, ale właśnie jako dobre, przyjacielskie wręcz rady. To samo dotyczyło porad i zmian odnośnie do fryzur, diety, nastawienia do życia. Gdyby był w nich wewnętrzny opór, jakieś kurczowe trzymanie się dotychczasowych nawyków – nie udałoby się. Gdyby był strach, który jest straszną blokadą – nie udałoby się.
więcej w Cabines nr 63