Makijaż na dłużej

powrót

Wywiad

Makijaż permanentny jest znany od bardzo dawna, ale we Francji wykonuje się go dopiero od około piętnastu lat. Po tym jak przyciągnął najpierw dermatologów i lekarzy, teraz budzi coraz większe zainteresowanie kosmetyczek. Sophie Bilardello, specjalistka od makijażu permanentnego, zajmująca się nim od ponad dziesięciu lat, opowiada nam o swym zawodzie i o jego ewolucji.
Biotechnologia
Makijaż na dłużejSophie Bilardello, linergistka

Cabines: - Jak to się stało, że zajęła się Pani makijażem permanentnym?

Sophie: - Przez sześć lat byłam asystentką chirurga plastycznego. Potem, kiedy lekarz wykonujący zabiegi linergistyczne w tym samym gabinecie musiał wyjechać, zaproponowano mi zastąpienie go. Zawód mi się podobał, potencjalna klientela była znaczna, materiały pod ręką, obserwowałam ponadto przez wiele miesięcy pracę tego lekarza, więc byłam bardzo dobrze przygotowana. Moim marzeniem było wykonywanie usług pośrednich między chirurgią, której nie mogłam praktykować, a estetyką, dzięki której mogłam zmieniać twarze, rysy, czyniąc je bardziej harmonijnymi za sprawą makijażu permanentnego.

Jaką różnicę zauważa Pani między dermopigmentacją kosmetyczną a makijażem permanentnym?

W gabinecie chirurgii plastycznej, gdzie ćwiczyłam, miałam okazję wykonywania usług z zakresu linergistyki medycznej, jak ukrywanie blizn na owłosionej skórze czy odtwarzanie otoczki sutka. Wybór pigmentów jest delikatną kwestią. Dysponujemy całą gamą beżów i jasnych brązów, które należy dobrze poznać, żeby wiedzieć, jak będą wnikać pod skórę i jak ostatecznie będą wyglądać na takim czy innym typie skóry. Jednak dużo łatwiej jest osobie robiącej pigmentację pooperacyjną zrobić makijaż permanentny niż na odwrót. Jeśli chodzi o mnie, skoncentrowałam się w 99% na linergistyce, która mi się bardziej podobała.

Zajmuje się Pani kształceniem linergistów czy raczej zatrzymuje Pani swoje doświadczenia dla siebie?

Po roku samodzielnej praktyki połączyłam siły z pewnym chirurgiem plastykiem w celu utworzenia programu szkoleniowego. Naszymi klientami byli głównie lekarze i dermatolodzy, kosmetyczki nie były jeszcze wtedy zainteresowane tematyką linergistyki. W ten sposób przez półtora roku dzieliłam swój czas pomiędzy praktykę, kształcenie i sprzedaż materiałów. Dwa powody kazały mi się zatrzymać: pierwszym jest to, że uwielbiam swój zawód i chcę mu się poświęcić całkowicie. Drugim powodem jest to, że, niestety, nie wszyscy mają odpowiednie predyspozycje. Nawet gdybym wiedziała, że te osoby w końcu nabiorą wprawy, nie mogłabym wypuścić ich na rynek pracy, wiedząc, że nie mają biegłości ani kompetencji wymaganych w tym zawodzie. Nasza praca może stwarzać pozory łatwej, ale zapewniam, że nie jest łatwa.

Co Pani sądzi o całkowitym braku przepisów legislacyjnych dotyczących tego zawodu, jak też braku centrów kształceniowych?

Ciągle nie jest wyjaśniona sprawa tego, czy będziemy mieć autoryzację na nakłuwanie, choć nakłuwamy tylko naskórek. Tatuatorzy nakłuwają głębiej, więc nie jesteśmy dla nich konkurencją. Każdy ma swój zawód! Z drugiej strony planowany od lat i w zasadzie na prośbę dermatologów kodeks pracy linergistów narzucałby im przestrzeganie zasad kodeksu estetyki kosmetycznej. Oprócz wiedzy na temat skóry, higieny i pojęcia wizażu kodeks estetyki nie odpowiada zawodowi linergisty. Wykształcenie skupione głównie na kwestiach sprzedaży i przepisów dotyczących prowadzenia gabinetu jest, według mnie, niekompletne i niedostosowane do tego zawodu. Ideałem byłaby możliwość kontrolowania pracy przyszłych profesjonalistów przez stworzenie kompletnego, dającego dyplom programu kształcenia, w którym zawierałaby się odpowiednia ilość czasu na praktykę.

więcej w Cabines nr 5

Aude Pierre
publikacje Cabines 5
do góry | powrót