Drugi mózg

powrót

Zdrowie

Może nie wszyscy pamiętamy, ale w bajce o żółwiach ninja występuje czarny charakter o imieniu Krang. Niby nic nadzwyczajnego, bo jak każda szanująca się bajka również i ta ma swojego bohatera i antybohatera, różnica polega na tym, że tutaj czarny charakter to po prostu Mózg, który pasożytuje w ciele bezmózgiego brzydala o małej główce. Co ciekawsze, kwaterą głównodowodzącą Kranga jest brzuch dawcy, z którego nie tylko umiejętnie steruje brzydalem, ale również snuje plany ugotowania zupy z żółwia (a w zasadzie trzech), co jest równoznaczne z podbojem wszechświata. Nieważne są przyczyny, dla których Krang został umieszczony w bebechu – czy główka brzydala okazała się za mała, aby pomieścić takich rozmiarów mózg, czy może intuicja wskazała na trzewia jako najlepsze miejsce, gdzie można się rozbisurmanić. Ważne jest, że już w latach osiemdziesiątych kreskówka o gadających gadach walczących w stylu japońskich samurajów odkryła to, co dopiero od niedawna przebija się do pism medycznych i naukowych: brzuch to siedziba drugiego mózgu.
Kosmetolog - zabiegi
Drugi mózg© Two Brains Studios - Fotolia

Każdy kij ma dwa końce

Już w momencie zapłodnienia nieomal równocześnie zaczynają się kształtować mózg i jelita, które wyrastają z tej samej tkanki. Ta embrionalna tkanka zaczyna się dzielić w trakcie rozwoju płodu – jedna część będzie tworzyć centralny system nerwowy, druga – jelitowy układ nerwowy. Później oba te systemy nerwowe zostaną połączone przez nerw błędny, który stanie się najdłuższym nerwem ze wszystkich nerwów czaszkowych. Nerw błędny zacznie biec od mózgu poprzez szyję i skończy się w brzuchu, tworząc ciągłą dwutorową linię komunikacyjną pomiędzy mózgiem a jelitami (to właśnie dzięki temu będziemy mogli odczuwać motylki w brzuchu, kiedy przyjdzie nam się zmierzyć z trudnym egzaminem lub zaprosić na randkę sympatię).

To sprawi, że nie tylko centralny kanał nerwowy stanie się skupiskiem neurotransmiterów. Setki milionów neurotransmiterów wyściełają również ścianki jelit i przewodu pokarmowego. Szacuje się, że całkowita liczba komórek nerwowych znajdujących się w przełyku, brzuchu i jelicie grubym przewyższa liczbę komórek w całym obwodowym systemie nerwowym (jest to ta część systemu nerwowego, która znajduje się poza mózgiem i kręgosłupem). Prawie każda substancja chemiczna w organizmie, która kontroluje mózg w głowie, zostanie również zidentyfikowana w jelitach, włączając w to hormony, takie jak np. serotonina, która odpowiedzialna jest za odczucie szczęścia. Może to właśnie sprawia, że nasz przyjaciel Krang cierpiący na ataki maniakalno-depresyjne w stanie manii najwyraźniej spowodowanej bliskością serotoniny może snuć wizje podboju kosmosu?

Góra – dół i z powrotem

Od samego początku medycyna chińska łączyła ze sobą pozornie nie powiązane organy, które „umiejscowione” są w odległych zakątkach organizmu. I tak na przykład jelito grube i płuca są ze sobą ściśle powiązane, dlatego leczenie astmy przede wszystkim zaczyna się od leczenia zaburzeń jelita grubego oraz właściwej diety. I mimo że w medycynie chińskiej nie chodzi tak naprawdę o odpowiedniki anatomiczne organów, to jednak związek góra – dół ma ogromne znaczenie, a funkcjonowanie jednego organu może zaburzać lub wspomagać działanie drugiego.

Jeśli idzie o medycynę zachodnią, to dopiero w ostatniej dekadzie naukowcy odkryli, że centralny system nerwowy i jelitowy układ nerwowy wzajemnie na siebie wpływają, a brak balansu w jednym z nich może powodować brak balansu w drugim. Gdy się patrzy z tej perspektywy, nie wydają się niczym dziwnym rewelacje, jakoby schizofrenia miała cokolwiek wspólnego z celiakią (istnieją dowody sugerujące, że u osób ze schizofrenią mogą występować uszkodzenia ścianki jelit). Podobnie sprawa wygląda w przypadku autyzmu (dlatego odnotowuje się tak pozytywne rezultaty po wprowadzeniu i przestrzeganiu odpowiedniej diety w przypadku tych osób). Dość często również można zaobserwować zjawisko wpływu niektórych leków zarówno na mózg, jak i na układ pokarmowy oraz wydalniczy. Prozac i podobne mu antydepresanty, które wpływają na poziom serotoniny, mogą powodować problemy gastryczne u co czwartej osoby je przyjmującej, włączając w to mdłości, zaparcia i biegunki. Podobnie stres może nadmiernie stymulować nerwy w przełyku, powodując krztuszenie się, o częstych wizytach w toalecie przed rozmową z szefem nie wspominając. Podobieństwa można również obserwować u osób chorych na alzheimera i parkinsona, dla których zmorą są zaparcia. No i w końcu już wspomniana astma – nie tylko Chińczycy, ale również Szwajcarzy upatrują przyczyn tej choroby w wyjałowionej florze bakteryjnej, a liczne badania sugerują, że wzbogacenie diety w błonnik pozwala przeciwdziałać tej chorobie.

Odporność mieszka w brzuchu

 Twierdząc, że odporność mieszka w brzuchu, nie odnosimy się do sytuacji, kiedy na skutek wizji głodu (wywołanej albo obrazami Goi, albo naszej pustej lodówki w przeddzień święta narodowego) tracimy panowanie nad sobą i stajemy się jak Krang mało odporni na krytykę. Chodzi o fakt, że jelita zasiedlają bakterie, które tę odporność budują. Reklamy nieustannie karmią nas obrazami złowrogich bakterii, które trzeba bezwzględnie zniszczyć, poddać eksterminacji, a nawet zabić na śmierć. Skutecznie przemilczają fakt, że sam człowiek jest skupiskiem trylionów różnego rodzaju skupisk bakterii, wirusów i innych mikroorganizmów, które żyją w symbiozie z dawcą. Co więcej, to od tej synergii zależy zdrowie człowieka, a jakikolwiek brak równowagi może prowadzić do wielu chorób. Niemniej strach ma wielkie oczy, a skutki polowania na czarownice (i bakterie) widać już w społeczeństwach wysoko rozwiniętych (Szwecja), gdzie nadmierna sterylizacja otoczenia (wszelkiej maści mydła antybakteryjne, drażniące środki czystości pozostawiające po sobie muszle sedesowe tak sterylne, że można z nich jeść srebrną łyżeczką z rodowej zastawy, a potem niepostrzeżenie odłożyć ją do babcinego kredensu) doprowadziła do rozwoju chorób autoimmunologicznych oraz już wcześniej wspomnianej astmy.

Oczywiście istnieją też bakterie i mikroorganizmy powodujące choroby, których należy się wystrzegać, ale nie za wszelką cenę. Przyjmuje się, że prawidłowo zbalansowana mikroflora bakteryjna w jednej trzeciej zamieszkana jest przez dobre bakterie, o które należy dbać, dostarczając im odpowiedniego pożywienia. To właśnie dlatego lekarze zalecają nam przy kuracji antybiotykowej spożywanie naturalnych jogurcików, które mają za zadanie wprowadzenie przyjaznych bakterii do organizmu. Antybiotyki niszczą bowiem nie tylko szkodliwe bakterie, ale również te bardzo ważne dla naszego zdrowia poczciwe mikroorganizmy. Szacuje się, że aż 70% odporności mieszka w jelitach. Dlatego antybiotyki należy stosować z bardzo, bardzo dużą rozwagą, bo odbudowanie nowej flory (a zatem i odporności) zajmuje trochę czasu.

Nakarmić bakterie

Pozytywne bakterie być może nie potrzebują rodowych łyżeczek, aby poczuć się jak prawdziwi superbohaterowie. Niemniej, aby wzmocnić ich supermoce, należy je odpowiednio ugościć pożywieniem bogatym w trudny do strawienia błonnik. Wszelkiego rodzaju zboża, warzywa, owoce są jak najbardziej na miejscu. Ale jeśli ktoś myśli, że taka dieta jest zbyt nudna i mało wykwintna dla tak prominentnych gości, możemy podać im z czystym sumieniem czarną… nie polewkę, lecz czekoladę. Niedawno opublikowane badania donoszą, że dobre bakterie wprost uwielbiają kakao, a w zasadzie błonnik, którego dostarcza pewnego rodzaju kakaowiec. Ważne przy tym jest, aby rozróżnić czekoladę od wyrobu czekoladopodobnego (czytajmy etykiety!). Dobra gorzka czekolada zawiera co najmniej 85% czystego kakao, a potrzebne do jej produkcji surowce pozyskiwane są z upraw ekologicznych. Pamiętajmy: bakterie żywią się błonnikiem, natomiast drożdżaki powodujące candidę – cukrem.

więcej w Cabines nr 67

Xenia Chudy
publikacje Cabines 67
do góry | powrót