Urodziwe sekutnice?

powrót

Felieton

Kobieta z temperamentem czy sekutnica? Gdzie leży granica między jakże pociągającą ognistą pasją a odpychającą skłonnością do awantur? Zarumieniona twarz, rozwiany włos i falująca pierś – ten widok może być całkiem miły dla (męskiego) oka. Z kolei wytrzeszczone w wyrazie wzburzenia oczy, czerwone plamy na twarzy i podniesiony ton głosu to druga, mniej urocza strona złości. Ale czy o to właśnie chodzi w przysłowiu „Złość piękności szkodzi”?
muzyka relaksacyjna bez opłat ZAiKS
Urodziwe sekutnice?© James Peragine - Fotolia

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego przeprowadzili pewne interesujące badanie. Poprosili około 150 studentek o określenie ich temperamentu i zbadali ich umiejętność rozwiązywania konfliktów. Okazało się, że atrakcyjne kobiety mają większą skłonność do złoszczenia się, agresji i kłótni, uważają bowiem, że zasługują na więcej. Te same badania dowiodły, że urodziwe panie łatwiej radzą sobie z konfliktami i częściej rozwiązują je na swoją korzyść (źródło: http://www.mediacja.com/index.php/ Piakna-i-zloszczaca-sie.html).

Jakoś nie bardzo pasuje to do wspomnianej ludowej mądrości, a przecież doświadczenie uczy, że takich tradycyjnych powiedzonek lepiej nie lekceważyć, bo ich źródłem jest jednak pewna życiowa wiedza.

Może więc chodzi nie tyle o wybuchy złości, co o złość tłumioną, skrywaną pod pozorem spokoju i uśmiechu, która z czasem przeradza się w coś, co jątrzy nieustannie myśli i zatruwa organizm stresem. No właśnie – stres!

Profesor psychologii Marcus Rantala przeprowadził badanie, które polegało na pokazywaniu grupie mężczyzn zdjęć twarzy kilkudziesięciu kobiet. Mieli oni ocenić ich atrakcyjność. Gdy zestawiono wyniki z historią medyczną ocenianych kobiet, wyszło na jaw, że najmniej punktów uzyskały te, których układ immunologiczny najgorzej radził sobie z czynnikami zewnętrznymi. Zdaniem autora badania hormony stresu determinują pewien specyficzny sposób rozmieszczania się tłuszczu na twarzy, który sprawia, że twarz staje się nieatrakcyjna dla mężczyzn (źródło: http://republikakobiet.pl/psychologia/nie-stresuj-urody/).

Wynika z tego, że popularne powiedzenie znajduje jednak potwierdzenie naukowe, chociaż kluczem do jego zrozumienia jest nie tyle sama złość, co stres związany z nieumiejętnością jej wyrażania lub wewnętrzną niezgodą na to.

Dziwne? Bynajmniej! Pewnie wiele osób pomyśli od razu o tym, że wystarczy jedna krótka podróż środkiem masowej komunikacji, żeby przekonać się, jak łatwo i chętnie ludzie dają wyraz swojej złości. Odpowiem przekornie: a ile razy zdarzało się, że ktoś nas zezłościł, ale uznaliśmy, że nie wypada o tym mówić? Jak często dusimy w sobie gorzkie słowa pod adresem zwierzchników, ludzi z otoczenia, bliskich, żeby ich „nie urazić” w imię podtrzymywania dobrych stosunków? Ile z nas do dzisiaj hołubi w sobie wspomnienie uraz z odległej przeszłości? Kto choć raz nie poczuł bezsilnej złości na okoliczności, których nie można zmienić?

No właśnie. Stres to nie tylko odpowiedź na zewnętrzne wydarzenia, to także reakcja na wewnętrzne konflikty i negatywne emocje, poczucie pokrzywdzenia, niezgody na coś. Chcemy być zdrowe i piękne? Nie udawajmy, że złości nie ma. Czasem tupnięcie nogą czy nawet zdziesiątkowanie zastawy stołowej to mniejsza cena niż upychanie złych emocji, żeby nikt ich nie odczuł. Ponadto są sposoby na konstruktywne radzenie sobie ze złością, chociaż to temat na odrębny artykuł.

 

Dorota Bury
publikacje Cabines 67
do góry | powrót