Ideały urody... z taśmy

powrót

Felieton

Mówi się, że wszystkie kobiety są piękne... pod warunkiem, że noszą rozmiar najwyżej 36, mają starannie ułożone włosy, perfekcyjny makijaż i są wystylizowane zgodnie z bliżej nie określonymi zasadami.
Muzyka relaksacyjna bez opłat ZAiKS
Ideały urody... z taśmy© Francesco Ridolfi - Depositphotos

Jak to jest, że jesteśmy tak różne, prezentujemy tak szeroką gamę sylwetek, karnacji, kolorów włosów i oczu, typów sylwetki, gustów, a usiłujemy dopasowywać się do jakiegoś z góry narzuconego wzorca idealnej kobiety.

Oczywiście zawsze i w każdej kulturze można mówić o zbiorze pewnych cech, które są szczególnie cenione w wyglądzie kobiet i mężczyzn. W latach 50. ideałem była blondynka w typie Marilyn Monroe, dwie dekady później modelowo piękna kobieta była o dobre dwa rozmiary szczuplejsza i zamiast bezczelnie rozbuchanego seksapilu prezentowała nieco senny powab nimfy. Dzisiejsza kobieta idealna uznałaby pewnie ideał sprzed półwiecza za grubaskę bez wdzięku.

Przejrzałam sobie galerię Miss World z ostatnich kilku lat i uderzyło mnie, jak trudno jest mi odróżnić od siebie kolejne twarze królowych piękności. Oczywiście przeważają wśród nich kobiety z Ameryki Południowej, od lat uchodzące za najpiękniejsze. Trudno chyba jednak mówić o przypadku, biorąc pod uwagę fakt, że Wenezuela jest krajem, w którym wykonuje się najwięcej operacji plastycznych, i to już u bardzo młodych dziewcząt. Budzi to we mnie dylemat podobny do tego, jaki odczuwam wobec fotografii poprawianych komputerowo. Podziwiać kunszt fotografa czy grafika komputerowego? Podziwiać piękno kobiety czy sprawność lekarza?

Wystarczy z kolei przejrzeć galerie portali zajmujących się życiem „pięknych i sławnych” lub kolorowe pisma, by przekonać się, że w istocie współczesny kanon urody sprawia, że możemy podziwiać zaskakująco podobne do siebie kobiety, często z wyraźnymi śladami medycznej ingerencji w wygląd. Nie żebym miała coś przeciwko takiemu poprawianiu natury, ale odnoszę wrażenie, że zanikła indywidualność, a zapanował nie wiadomo przez kogo ustalony szablon kroju ust, oczu i owalu twarzy. Natura nie pozwoliłaby sobie na coś takiego. Mam wrażenie, że wiele prawdy jest w krążącej od jakiegoś czasu pogłosce, że kobiety udające się do chirurga plastycznego przynoszą ze sobą zdjęcie wybranej idolki i proszą o nos, usta, podbródek identyczny jak ona. Wprawdzie mówi się, że naśladownictwo jest najszczerszą formą pochlebstwa, mimo to jest coś przerażającego w takim „przywłaszczaniu sobie” elementów czyjegoś wyglądu. Warto by rozważyć, co kryje się za takim krokiem, ale to wykraczałoby poza ramy tego tekstu.

W ubiegłym roku autorzy strony escentual.com przeprowadzili ankiety wśród kobiet i mężczyzn i na podstawie ich wyników stworzyli obrazy idealnej kobiecej twarzy według mężczyzn i kobiet. Oba obrazy składają się z rzeczywistych elementów wyglądu znanych kobiet – celebrytek, aktorek, gwiazd estrady. Powstały twarze o porażająco zimnym pięknie, które nasuwa skojarzenie z postaciami z gier komputerowych lub animowanych produkcji filmowych. Mało w nich żywej kobiety.

Rodzi to we mnie żal – żal za prawem do indywidualności, odmienności. Oczywiście, każdy powie, że można przecież wyglądać, jak się chce, i że natury się nie przeskoczy. Znajomy (i mądry) mężczyzna mówi, że piękna kobieta to taka, która jest zadowolona ze swojego wyglądu bez względu na lekką nadwagę czy inne mankamenty. Jednak siła wpływu, jaki mają na zbiorową świadomość obrazy utrwalane przez media, jest ogromna. Odnoszę wrażenie, że większość kobiet nie zgadza się z naturą i mniej lub bardziej otwarcie usiłuje wpasować się we wzorzec. Trudno walczyć z tak przemożnym trendem, ale mam nadzieję, że choć kilka osób doceni teraz swoje włosy, swoje oczy, swoją figurę. I uśmiechnie się do siebie.

Dorota Bury
publikacje Cabines 68
do góry | powrót