Własny obraz siebie

powrót

Psychologia

Krok po kroku każdy z nas buduje swoją tożsamość, pisząc własną historię, której źródło sięga relacji rodzinnych. Ostatnie badania psychologiczne dowodzą, że jednostka z czasem identyfikuje się coraz bardziej w odniesieniu do kategorii określanej jako „zdesocjalizowana”, na przykład do konta bankowego, znaku zodiaku czy wyglądu zewnętrznego.
Biotechnologia
Własny obraz siebie

Wygląd jest widoczną częścią tożsamości. Zajmując poczesne miejsce w milczącym języku osobowości, wygląd stanowi wrota do wszelkiej komunikacji. Zajmuje pierwsze miejsce w niewerbalnym języku ciała.

Budowanie swojej tożsamości sprowadza się do zadania sobie pytania: „Ja czy nie ja?”. Freud jako pierwszy zwrócił uwagę na charakterystyczną dla każdego człowieka zdolność odczuwania pragnienia „bycia sobą”, by utrzymać się przy życiu. Każdy też chce jakoś odróżnić się od innych, żeby zwrócić uwagę na siebie.

W procesie komunikacji w grę wchodzi nieświadomość. Jest to wypadkowa wspomnień, wypartych obrazów i emocji, które następnie są wyprojektowywane na zewnątrz. Tak oto pierwszy kontakt kosmetyczki z jej klientką nawiązuje się zgodnie z kodami odniesienia właściwymi osobistemu wszechświatowi każdej z tych dwóch osób. Dlatego projekcja i introjekcja, mechanizmy psychiczne, są głównymi przeszkodami, które zaburzają swobodną komunikację.

Projekcja w sercu komunikacji

Obraz siebie, jaki każdy z nas nosi w sobie, powinien być analizowany w odniesieniu do osobistego magazynu, jakim jest nieświadomość. Bezużyteczne jest więc przypisywanie innym własnych uczuć.

Każdy jednak jest istnym mistrzem nadawania znaczenia tej widocznej części tożsamości. W konsekwencji podczas komunikacji między kosmetyczką a klientką obecni są tak naprawdę trzej rozmówcy: nadawca, odbiorca i ogół ich najbardziej znaczących doświadczeń uczuciowych.

Żeby właściwie odpowiedzieć na rozpoznane albo wyrażone wprost potrzeby klientki, każda z osób (i kosmetyczka, i klientka) musi być świadoma tych swoich projekcji. Tylko to pozwoli jej uwolnić się od nich, a to uwolnienie jest konieczne, żeby nie projektować na klientkę własnych emocji i opinii.

Nigdy nie należy się opierać jedynie na werbalnym języku i na wyglądzie, które stanowią widoczną część osobowości. Trzeba mieć dostęp do tego, co dana osoba sama o sobie myśli, żeby uniknąć pójścia złą drogą. To z kolei wymaga umiejętności aktywnego i życzliwego słuchania. Każdy jest bowiem posiadaczem tylko swojej własnej prawdy: niewielkiej cząstki terytorium nazywanego komunikacją. I prawda, którą chce odsłonić innym, jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, której ukryta część tkwi w pamięci o minionych doświadczeniach. Stanowią one sferę emocjonalną jednostki. Obraz siebie, ta widoczna część tożsamości, jest w bezpośredniej relacji z naszymi emocjami, których żywość i różnorodność nadaje ludziom autentyczność.

Umysłowy wszechświat każdej osoby może się wydawać zbyt oddalony jej rozmówcom, ponieważ wyrasta z negatywnych i pozytywnych doświadczeń, do których wyłącznie ta osoba ma dostęp (i na odwrót). Znajomość tego subiektywnego mechanizmu, jakim jest projekcja, pozwala więc rozsądniej spojrzeć na relacje, które wydają się trudne i niepokojące, i powiedzieć sobie wprost prawdę: nie można odpowiadać wszystkim, ponieważ niewielu ludzi jest świadomych swoich projekcji i mało kto potrafi się od nich uwolnić.

Co więcej, zdarza nam się projektować na drugą osobę urazę, która tak naprawdę jest w nas – zdarza nam się to częściej, niż sądzimy.

Siła spojrzenia drugiej osoby

Każdy zna uczucie, jakie budzi bycie obserwowanym przez kogoś. To doznanie dowodzi, że wygląd wcale nie jest czymś błahym – zaspokaja potrzeby przynależności, bycia rozpoznanym i osobistego spełnienia (według Maslowa). Tymczasem miarą wszystkiego jest zasada złotego środka.

Zbyt wysoko wyznaczony w dzieciństwie „ideał siebie” sprawia, że samoocena topnieje jak śnieg w promieniach słońca. Myślenie „trzeba być właśnie takim” przejęte jako własne (introjekcja) od ważnej dla nas osoby tylko wzmacnia zależność od własnego wizerunku i związany z tym niepokój – czy odpowiadamy wymogom? Jeśli cudze spojrzenie pozwala człowiekowi „istnieć”, czyni go to coraz bardziej zależnym od tego spojrzenia. Taka osoba zawsze będzie próbowała uwodzić innych, żeby uzyskać ich miłość i to, czego pragnie. Zaakceptowanie swojego własnego obrazu wewnętrznego i zewnętrznego oznacza uwolnienie się od strachu przed byciem nieakceptowanym, pogodzenie się z tym, że możemy innych rozczarować, wyrażenie tego, co się naprawdę czuje, nawet gdy oznacza to sprzeciw wobec czegoś. Pasywne uwodzenie z kolei nie jest niezgodne z dobrą samooceną, ponieważ nie ma tu oczekiwania cudzej aprobaty. Jest po prostu przyjemność płynąca z bycia sobą, bycia piękną, a wtedy własny wizerunek jest wartościowy.

więcej w Cabines nr 70

Josiane Monharry
publikacje Cabines 70
do góry | powrót