Cabines 85grudzień 2016 - styczeń 2017
Felieton plażowy Jak słońce podnosi samoocenę
powrótFelieton
Na plaży fajnie jest. Każdy uśmiecha się do słońca i ochoczo zrzuca ubranie, żeby zażyć słonecznej (i nie tylko) kąpieli. Patrząc na to tłumne wystawianie wdzięków na widok publiczny, nikt by nie pomyślał, że już w styczniu na internetowych forach i w klubach fitness rozlegały się paniczne nawoływania do przygotowań do sezonu plażowego.
Co roku powtarza się ta sama historia (czy może raczej histeria), głównie wśród pań, ale panów też nie omija: zimowy przybytek wagi, który do maja (albo do czerwca, jak w tym roku) można ukrywać pod płaszczem i swetrem, robi się nagle nienawistny i wszelkimi sposobami staramy się go pozbyć. Zimowe misiaczki i pączuszki chcą się przeobrazić w gibkie tygrysy i rącze łanie. W kąt idą miłe wspomnienia o słodkich zimowych pocieszajkach, rozkosznych wieczorach z pizzą i grzanym winem. Lato ma swoje wymagania i te wymagania nie obejmują rozmiarów większych niż 38. Dla niektórych nawet taki jest niedopuszczalny, ale to już zakrawa na dysmorfofobię lub inne zaburzenia w postrzeganiu swojego wyglądu.
Wiadomo przecież, że znaleźć kobietę zadowoloną ze swojego ciała to jakby spotkać jednorożca. Podobny stopień prawdopodobieństwa. Co prawda wyniki badań pokazują, że odsetek ankietowanych osób deklarujących zadowolenie z wyglądu przekracza 70%, ale spośród tych samych osób aż jedna trzecia mówi o chęci zmiany czegoś w swoim wizerunku. Kobiety pytane o to, co najmniej lubią w swoim wyglądzie, najczęściej odpowiadają, że chciałyby zrzucić kilka kilogramów. Ba! To jedno z najczęstszych postanowień noworocznych. Sama też nie znam właściwie żadnej, która byłaby zadowolona całkowicie ze swojej figury, a im bliżej lata, tym częściej rozmowy schodzą na odchudzanie.
Swoją drogą, dla kosmetyczek i właścicieli gabinetów kosmetycznych jest to dobra wiadomość, ponieważ rośnie liczba osób planujących poddanie się zabiegom upiększającym albo już z nich korzystających. Wprawdzie na pierwszym miejscu są zabiegi poprawiające wygląd twarzy (głównie odmładzające), ale i wyszczuplanie, szczególnie za pomocą urządzeń, ma rosnące grono zwolenniczek. Chociaż najczęściej pierwszym etapem odchudzania jest dieta i aktywność fizyczna, dopiero po skonfrontowaniu się z własnym brakiem wytrwałości lub brakiem efektów starań zaczynamy interesować się ofertą salonów urody.
Świadoma tego pospolitego wiosennego ruszenia z uwagą przyglądałam się współplażowiczkom. Te mniej odważne kryją się za parawanami, ale reszta zachowuje się zupełnie normalnie – spaceruje w skąpym stroju, kąpie się, gra w piłkę. Zastanowiłam się, jak to jest z tą naszą samooceną. Niby przeżywamy boleśnie własną niedoskonałość cielesną, ślubujemy ani skrawka ciała nie narazić na cudze spojrzenie, jeśli nie będzie zbliżać się do ideału 90-60-90, a latem i tak te deklaracje biorą w łeb.
Leżąc na plaży, myślę sobie, że tutaj wyraźniej uwidacznia się te 70% zadowolenia z wyglądu. I trudno się temu dziwić – wypoczynek, świeże powietrze, spora dawka słońca dodają optymizmu i można zapomnieć o masochistycznym wypunktowywaniu własnych niedoskonałości. Przecież i tak wiadomo, że za rok pewnie kupimy bikini o rozmiar większe i będziemy się wygrzewać na plażach z uśmiechem na ustach, bo to o relaks chodzi, a nie o spełnianie wyśrubowanych norm.
Zdradzę jeszcze na koniec, że w byciu piękną to wcale nie obiektywne piękno jest najważniejsze – a szczegóły w kolejnym felietonie.
Dorota Bury
Co roku powtarza się ta sama historia (czy może raczej histeria), głównie wśród pań, ale panów też nie omija: zimowy przybytek wagi, który do maja (albo do czerwca, jak w tym roku) można ukrywać pod płaszczem i swetrem, robi się nagle nienawistny i wszelkimi sposobami staramy się go pozbyć. Zimowe misiaczki i pączuszki chcą się przeobrazić w gibkie tygrysy i rącze łanie. W kąt idą miłe wspomnienia o słodkich zimowych pocieszajkach, rozkosznych wieczorach z pizzą i grzanym winem. Lato ma swoje wymagania i te wymagania nie obejmują rozmiarów większych niż 38. Dla niektórych nawet taki jest niedopuszczalny, ale to już zakrawa na dysmorfofobię lub inne zaburzenia w postrzeganiu swojego wyglądu.
Wiadomo przecież, że znaleźć kobietę zadowoloną ze swojego ciała to jakby spotkać jednorożca. Podobny stopień prawdopodobieństwa. Co prawda wyniki badań pokazują, że odsetek ankietowanych osób deklarujących zadowolenie z wyglądu przekracza 70%, ale spośród tych samych osób aż jedna trzecia mówi o chęci zmiany czegoś w swoim wizerunku. Kobiety pytane o to, co najmniej lubią w swoim wyglądzie, najczęściej odpowiadają, że chciałyby zrzucić kilka kilogramów. Ba! To jedno z najczęstszych postanowień noworocznych. Sama też nie znam właściwie żadnej, która byłaby zadowolona całkowicie ze swojej figury, a im bliżej lata, tym częściej rozmowy schodzą na odchudzanie.
Swoją drogą, dla kosmetyczek i właścicieli gabinetów kosmetycznych jest to dobra wiadomość, ponieważ rośnie liczba osób planujących poddanie się zabiegom upiększającym albo już z nich korzystających. Wprawdzie na pierwszym miejscu są zabiegi poprawiające wygląd twarzy (głównie odmładzające), ale i wyszczuplanie, szczególnie za pomocą urządzeń, ma rosnące grono zwolenniczek. Chociaż najczęściej pierwszym etapem odchudzania jest dieta i aktywność fizyczna, dopiero po skonfrontowaniu się z własnym brakiem wytrwałości lub brakiem efektów starań zaczynamy interesować się ofertą salonów urody.
Świadoma tego pospolitego wiosennego ruszenia z uwagą przyglądałam się współplażowiczkom. Te mniej odważne kryją się za parawanami, ale reszta zachowuje się zupełnie normalnie – spaceruje w skąpym stroju, kąpie się, gra w piłkę. Zastanowiłam się, jak to jest z tą naszą samooceną. Niby przeżywamy boleśnie własną niedoskonałość cielesną, ślubujemy ani skrawka ciała nie narazić na cudze spojrzenie, jeśli nie będzie zbliżać się do ideału 90-60-90, a latem i tak te deklaracje biorą w łeb.
Leżąc na plaży, myślę sobie, że tutaj wyraźniej uwidacznia się te 70% zadowolenia z wyglądu. I trudno się temu dziwić – wypoczynek, świeże powietrze, spora dawka słońca dodają optymizmu i można zapomnieć o masochistycznym wypunktowywaniu własnych niedoskonałości. Przecież i tak wiadomo, że za rok pewnie kupimy bikini o rozmiar większe i będziemy się wygrzewać na plażach z uśmiechem na ustach, bo to o relaks chodzi, a nie o spełnianie wyśrubowanych norm.
Zdradzę jeszcze na koniec, że w byciu piękną to wcale nie obiektywne piękno jest najważniejsze – a szczegóły w kolejnym felietonie.
