Rzecz o postanowieniach

powrót

Felieton

A konkretnie – o postanowieniach noworocznych. Robimy je co roku, jedni z szumem i opowiadając o nich na prawo i lewo, inni sami przed sobą, bez rozgłosu. Ale zazwyczaj uroczyście, z mocnym postanowieniem realizacji… które w większości przypadków topnieje najdalej w lutym.
rejuvi cosmetics
Rzecz o postanowieniach© Nikola Bilic - Fotolia

Wiele z tych postanowień dotyczy sfery zdrowia i urody: rzucę palenie, schudnę pięć kilogramów, zacznę biegać (ewentualnie zapiszę się na siłownię, na jogę), odmienię swoje życie, zaczynając od garderoby i fryzury... Jeszcze w październiku zadzwoniła do mnie koleżanka i bez wstępu oznajmiła, że chce sobie coś postanowić na nowy rok, ale chce tego postanowienia dotrzymać, a ja mam ją do tego zmotywować. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej zagadnieniu obietnic składanych sobie.

Psychologowie i trenerzy rozwoju osobistego, na których wypowiedzi trafiałam, zgodnie utrzymują, że przyczyną zniechęcenia, które ogarnia postanawiających nadzwyczaj szybko, jest nierealność celów, które sobie wyznaczyli. To dało mi do myślenia.

Jeśli postanawiam rzucić palenie raz na zawsze (słodycze, śmieciowe jedzenie itp.) i realizację tego planu zaczynam już 1 stycznia nowego roku, mam rzecz jasna szanse na sukces, ale powinnam najpierw zastanowić się: czy mój styl działania – w każdej sferze – polega na gwałtownych zwrotach, odcinaniu się bez sentymentu od tego, co było dawniej, by odtąd konsekwentnie i bez potknięć podążać nową drogą? Nie jest to niemożliwe, ale takich osób jest niewiele. Ja najprawdopodobniej złamię się już wieczorem pierwszego dnia niepalenia (niejedzenia słodyczy itd.). Wyznaczane cele powinny być tymczasem realne. To kluczowe słowo – jeśli damy sobie na zmianę szkodliwego czy niechcianego zachowania więcej czasu, mamy więcej szans na to, że się uda i zamiast zniechęcenia związanego ze zbyt wyśrubowanymi wymaganiami zaznamy zadowolenia.

Kolejna informacja, która może dać do myślenia noworocznym entuzjastom nowej drogi życia, to „test marshmallow” – eksperyment przeprowadzony przez psychologa Waltera Mischela z Uniwersytetu Stanforda pod koniec lat 60. ubiegłego wieku. Zauważył on, że dzieci, które potrafiły zrezygnować z natychmiastowej gratyfikacji w postaci pianki marshmallow na rzecz dwóch pianek czekających na nie w przyszłości, miały większe szanse na rozwinięcie konsekwencji i umiejętności osiągania swoich celów niż te, które wolały od razu zjeść jedną piankę. Zdolność do odroczenia gratyfikacji przekłada się u dorosłych ludzi na umiejętność pracy w celu osiągnięcia tego, co sobie założyli, nawet jeśli oznacza to, że wymarzony efekt uzyskają dopiero za jakiś czas.

To mi uświadomiło, że sama najprawdopodobniej zjadłabym swoją piankę natychmiast, nie czekając nawet na ofertę podwójnej nagrody. I to sprawdza się w podejściu do postanowień – owszem, w chwili ich składania jestem zdeterminowana, ale… efekt mam zobaczyć najdalej pojutrze.

Poszukałam jednak jaśniejszych punktów w swojej długiej historii różnych planów i okazało się, że jest dla mnie nadzieja. Były bowiem takie osiągnięcia, do których potrafiłam dążyć konsekwentnie i przez wiele lat. Wspólnym mianownikiem tych wymagających wytrwałości przedsięwzięć było to, że byłam bardzo, bardzo zmotywowana do osiągnięcia celu, bo miałam w głowie jego konkretny obraz.

Tę właśnie wiedzę chciałabym przekazać nie tylko koleżance, ale wszystkim szykującym się do składania noworocznych obietnic: przemyślcie je dobrze, pomyślcie o celu, wyobraźcie go sobie bardzo wyraźnie, ale niech Was nie przerośnie. Ma być możliwy do osiągnięcia. A potem pamiętajcie, że dwie pianki marshmallow są lepsze niż jedna.

Dorota Bury
publikacje Cabines 73
do góry | powrót