Cabines 85grudzień 2016 - styczeń 2017
Niebezpieczna miłość do egzotyki
powrótFelieton
Kamień filozoficzny, którego poszukiwali dawni alchemicy, miał zapewniać wieczną młodość i niewyczerpane bogactwo. Ta idea, za którą poszło wielu ludzi, dowodzi, że pociąga nas myśl o czymś, co zapewni nam wymarzone szczęście bez wysiłku. Dzisiaj funkcję takiego „kamienia filozoficznego” w dziedzinie urody spełniają cudowne diety i kosmetyki z substancjami, które okrzyknięto supermocnymi, superskutecznymi i w ogóle super. Smukła sylwetka w trzy dni, koniecznie przed weekendem, i nieskazitelnie gładka skóra na zawsze.
Logika nam podpowiada, że taki cud nie jest możliwy, ale niewielu jest takich, którzy oprą się sprawdzeniu, czy ten nowy hit, o którym wszyscy mówią, może jednak spełnia obietnice.
Pod koniec ubiegłego roku media podały wiadomość o śmierci młodej kobiety podczas „ceremonii kombo”. Pod tą szumną nazwą kryje się zabieg przeprowadzany przez „wtajemniczonych”, bynajmniej nie lekarzy, z wykorzystaniem jadu pewnego gatunku żaby z Amazonii. Substancja te nie jest dopuszczona do obrotu, nie jest też przebadana, mimo to wielu ludzi uwierzyło, że może im zapewnić szereg korzyści: oczyszczenie organizmu, pobudzenie komórek do odnowy i regeneracji, przywrócenie młodości – brzmi kusząco. Trzeba tylko ów jad wstrzyknąć podskórnie. U kobiety, która zmarła po „ceremonii”, doszło do silnego wstrząsu organizmu, zatrzymania krążenia i obrzęku mózgu.
Egzotyczne rośliny i substancje pozyskiwane ze zwierząt, zwłaszcza podane w atrakcyjnej otoczce, takiej jak wspomniana ceremonia lub rytuał, przywołują skojarzenia z pradawną mądrością pierwotnych ludów i przyciągają wielu poszukiwaczy zdrowia oraz urody. Czasami kieruje nimi desperacja, gdy zawiodą inne, dostępne legalnie metody i środki, czasem ich motywacją jest zwykła próżność, niezgoda na to, że ciało się zmienia i starzeje. Nie o motywy tych osób chodzi w tym tekście, tylko o zwrócenie uwagi na pewien problem.
Ameryka Południowa i inne kontynenty rzeczywiście dostarczają mnóstwa bardzo cennych i silnie działających substancji pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Powstało sporo opracowań na temat niektórych z nich, znanych i cenionych na całym świecie, inne są jeszcze nieznane światu, za to funkcjonują w tradycyjnych recepturach mieszkańców tamtych zakątków, a od nich informacja dociera do innych ludzi za pośrednictwem podróżników, etnologów, antropologów itd. Niektóre z tych substancji są bardzo obiecujące, mogą rzeczywiście stanowić lek na choroby nękające ludzi albo niezwykle skuteczny składnik kosmetyków. Zanim jednak trafią do legalnego obrotu, poddawane są szeregowi skrupulatnych badań, również tych sprawdzających ich działanie na organizmy żywe.
Stosowanie substancji, które nie przeszły tych badań, jest ryzykowne i może skończyć się źle. Najwyraźniej nie doceniamy naszego układu immunologicznego, który pod wpływem obcej substancji w organizmie potrafi zapoczątkować bardzo silną reakcję całego układu, a to może skończyć się nawet śmiercią.
Z jakiegoś powodu świadomość tak dużego ryzyka albo nie dociera do wielu osób, albo jest przez nie lekceważona. Egzotyka, powiew dalekich krain, fakt, że dostęp do tajemnicy mają tylko wybrańcy, działa jak niezawodny wabik na tych, którym wydaje się, że mają na wyciągnięcie ręki swój „kamień filozoficzny”. I on na pewno zadziała, bo to przecież rzadki okaz, niewielu o nim wie, bo nie każdy na tę wiedzę zasługuje...
Podobnie odporni na rozsądne argumenty są ci, którzy te substancje udostępniają – najczęściej z chęci zysku. Muszą się jednak liczyć z prawnymi konsekwencjami, w razie gdyby ich działanie doprowadziło inną osobę do uszczerbku na zdrowiu albo utraty życia. To odwieczne ludzkie dążenie do odkrycia tajemnicy skrytej za rogiem i znalezienia nowego sposobu na stare problemy jest naturalne i to jemu zawdzięczamy postęp, czasem kosztem czyjegoś zdrowia i życia. Nie można jednak zapominać o środkach ostrożności, dlatego cieszmy się nowymi odkryciami i egzotycznymi dodatkami do kosmetyków, ale poczekajmy, aż zostaną zbadane.
Dorota Bury
Logika nam podpowiada, że taki cud nie jest możliwy, ale niewielu jest takich, którzy oprą się sprawdzeniu, czy ten nowy hit, o którym wszyscy mówią, może jednak spełnia obietnice.
Pod koniec ubiegłego roku media podały wiadomość o śmierci młodej kobiety podczas „ceremonii kombo”. Pod tą szumną nazwą kryje się zabieg przeprowadzany przez „wtajemniczonych”, bynajmniej nie lekarzy, z wykorzystaniem jadu pewnego gatunku żaby z Amazonii. Substancja te nie jest dopuszczona do obrotu, nie jest też przebadana, mimo to wielu ludzi uwierzyło, że może im zapewnić szereg korzyści: oczyszczenie organizmu, pobudzenie komórek do odnowy i regeneracji, przywrócenie młodości – brzmi kusząco. Trzeba tylko ów jad wstrzyknąć podskórnie. U kobiety, która zmarła po „ceremonii”, doszło do silnego wstrząsu organizmu, zatrzymania krążenia i obrzęku mózgu.
Egzotyczne rośliny i substancje pozyskiwane ze zwierząt, zwłaszcza podane w atrakcyjnej otoczce, takiej jak wspomniana ceremonia lub rytuał, przywołują skojarzenia z pradawną mądrością pierwotnych ludów i przyciągają wielu poszukiwaczy zdrowia oraz urody. Czasami kieruje nimi desperacja, gdy zawiodą inne, dostępne legalnie metody i środki, czasem ich motywacją jest zwykła próżność, niezgoda na to, że ciało się zmienia i starzeje. Nie o motywy tych osób chodzi w tym tekście, tylko o zwrócenie uwagi na pewien problem.
Ameryka Południowa i inne kontynenty rzeczywiście dostarczają mnóstwa bardzo cennych i silnie działających substancji pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Powstało sporo opracowań na temat niektórych z nich, znanych i cenionych na całym świecie, inne są jeszcze nieznane światu, za to funkcjonują w tradycyjnych recepturach mieszkańców tamtych zakątków, a od nich informacja dociera do innych ludzi za pośrednictwem podróżników, etnologów, antropologów itd. Niektóre z tych substancji są bardzo obiecujące, mogą rzeczywiście stanowić lek na choroby nękające ludzi albo niezwykle skuteczny składnik kosmetyków. Zanim jednak trafią do legalnego obrotu, poddawane są szeregowi skrupulatnych badań, również tych sprawdzających ich działanie na organizmy żywe.
Stosowanie substancji, które nie przeszły tych badań, jest ryzykowne i może skończyć się źle. Najwyraźniej nie doceniamy naszego układu immunologicznego, który pod wpływem obcej substancji w organizmie potrafi zapoczątkować bardzo silną reakcję całego układu, a to może skończyć się nawet śmiercią.
Z jakiegoś powodu świadomość tak dużego ryzyka albo nie dociera do wielu osób, albo jest przez nie lekceważona. Egzotyka, powiew dalekich krain, fakt, że dostęp do tajemnicy mają tylko wybrańcy, działa jak niezawodny wabik na tych, którym wydaje się, że mają na wyciągnięcie ręki swój „kamień filozoficzny”. I on na pewno zadziała, bo to przecież rzadki okaz, niewielu o nim wie, bo nie każdy na tę wiedzę zasługuje...
Podobnie odporni na rozsądne argumenty są ci, którzy te substancje udostępniają – najczęściej z chęci zysku. Muszą się jednak liczyć z prawnymi konsekwencjami, w razie gdyby ich działanie doprowadziło inną osobę do uszczerbku na zdrowiu albo utraty życia. To odwieczne ludzkie dążenie do odkrycia tajemnicy skrytej za rogiem i znalezienia nowego sposobu na stare problemy jest naturalne i to jemu zawdzięczamy postęp, czasem kosztem czyjegoś zdrowia i życia. Nie można jednak zapominać o środkach ostrożności, dlatego cieszmy się nowymi odkryciami i egzotycznymi dodatkami do kosmetyków, ale poczekajmy, aż zostaną zbadane.
