Cabines 85grudzień 2016 - styczeń 2017
Felieton jesienny
powrótFelieton
Alert plażowy odwołany. Wiosenne pospolite ruszenie do walki z niechcianym tłuszczem przyniosło mniejsze lub większe efekty, o czym można było przekonać się latem na plażach, a teraz pora na jesienne rozluźnienie. A w każdym razie na odrobinę więcej tolerancji dla swoich słabości, bo chłód, bo deszcz, bo krótkie dni i chandra listopadowa.
Nie wszyscy jednak dają sobie do tego prawo, a właściwie nie wszyscy dają do tego prawo sobie i innym. W czasach, kiedy każdy może wyrazić swoją opinię na czyjś temat, w dodatku anonimowo, bo internet pozwala na wiele, kto spadł pod wóz, komu się schudło, a komu urodziło się dziecko, kto włożył sukienkę z ubiegłego sezonu. Tym żyją one i ich czytelnicy. Bohaterowie i bohaterki tych przejmujących wieści dają się wciągnąć w tę grę i chętnie konkurują na polach takich jak najnikt nie może uniknąć krytyki. A szczególnie uwielbianym obszarem oceny jest wygląd.
Portale zajmujące się publikowaniem informacji na temat osób mniej lub bardziej znanych mają swoje ulubione tematy – kto odniósł sukces, kto spadł pod wóz, komu się schudło, a komu urodziło się dziecko, kto włożył sukienkę z ubiegłego sezonu. Tym żyją one i ich czytelnicy. Bohaterowie i bohaterki tych przejmujących wieści dają się wciągnąć w tę grę i chętnie konkurują na polach takich jak najbardziej skąpy ubiór przy zachowaniu maksimum dobrego smaku, najgładsza twarz „bez użycia skalpela” czy też najszybszy powrót do figury sprzed ciąży.
Ta ostatnia konkurencja wydaje mi się szczególnie ciekawa. Kiedyś kobieta miała czas na ciążę, urodzenie dziecka i kilka tygodni połogu, w trakcie których nikt nie wymagał od niej nienagannego wyglądu, a jedynie odzyskiwania sił po porodzie i wdrażania się w rolę matki. Na zabiegi pielęgnujące mogły sobie pozwolić tylko te, które do pomocy miały nianię albo uczynną bliską osobę.
Po epoce emancypacji i wzroście znaczenia kobiet na rynku pracy okres połogu kończył się powrotem do zawodowych obowiązków, a wyznacznikiem sukcesu było tempo, w jakim kobieta była w stanie ponownie zająć się swoją aktywnością w tej dziedzinie. Praca do ostatniego dnia ciąży i od pierwszego dnia po urlopie macierzyńskim – taka była siłaczka drugiej połowy XX wieku.
Dzisiaj uczestniczki parady piękności są oceniane za to, ilu dodatkowych kilogramów w ciąży unikną i jak szybko odzyskają rewelacyjną sylwetkę po rozwiązaniu. Litości nie ma – która pozwoli sobie na macierzyńską ociężałość, spotka się z chłostą komentarzy w mediach społecznościowych.
Dziwaczne? Owszem, ale jeszcze bardziej niezrozumiałe jest swoiste rozdwojenie internetowych komentatorów: na taką samą nieprzychylność mogą liczyć te, które zbyt szybko odzyskują urodę, jak i te, które ponad dbanie o siebie przedkładają dbanie o dziecko. Te ze świata aktorek i modelek, jak i te, które do swojej pracy – wydawałoby się – nie potrzebują urody. Po co nadzwyczajna uroda pisarce, polityczce czy dziennikarce?
więcej w Cabines nr 84
Dorota Bury
Nie wszyscy jednak dają sobie do tego prawo, a właściwie nie wszyscy dają do tego prawo sobie i innym. W czasach, kiedy każdy może wyrazić swoją opinię na czyjś temat, w dodatku anonimowo, bo internet pozwala na wiele, kto spadł pod wóz, komu się schudło, a komu urodziło się dziecko, kto włożył sukienkę z ubiegłego sezonu. Tym żyją one i ich czytelnicy. Bohaterowie i bohaterki tych przejmujących wieści dają się wciągnąć w tę grę i chętnie konkurują na polach takich jak najnikt nie może uniknąć krytyki. A szczególnie uwielbianym obszarem oceny jest wygląd.
Portale zajmujące się publikowaniem informacji na temat osób mniej lub bardziej znanych mają swoje ulubione tematy – kto odniósł sukces, kto spadł pod wóz, komu się schudło, a komu urodziło się dziecko, kto włożył sukienkę z ubiegłego sezonu. Tym żyją one i ich czytelnicy. Bohaterowie i bohaterki tych przejmujących wieści dają się wciągnąć w tę grę i chętnie konkurują na polach takich jak najbardziej skąpy ubiór przy zachowaniu maksimum dobrego smaku, najgładsza twarz „bez użycia skalpela” czy też najszybszy powrót do figury sprzed ciąży.
Ta ostatnia konkurencja wydaje mi się szczególnie ciekawa. Kiedyś kobieta miała czas na ciążę, urodzenie dziecka i kilka tygodni połogu, w trakcie których nikt nie wymagał od niej nienagannego wyglądu, a jedynie odzyskiwania sił po porodzie i wdrażania się w rolę matki. Na zabiegi pielęgnujące mogły sobie pozwolić tylko te, które do pomocy miały nianię albo uczynną bliską osobę.
Po epoce emancypacji i wzroście znaczenia kobiet na rynku pracy okres połogu kończył się powrotem do zawodowych obowiązków, a wyznacznikiem sukcesu było tempo, w jakim kobieta była w stanie ponownie zająć się swoją aktywnością w tej dziedzinie. Praca do ostatniego dnia ciąży i od pierwszego dnia po urlopie macierzyńskim – taka była siłaczka drugiej połowy XX wieku.
Dzisiaj uczestniczki parady piękności są oceniane za to, ilu dodatkowych kilogramów w ciąży unikną i jak szybko odzyskają rewelacyjną sylwetkę po rozwiązaniu. Litości nie ma – która pozwoli sobie na macierzyńską ociężałość, spotka się z chłostą komentarzy w mediach społecznościowych.
Dziwaczne? Owszem, ale jeszcze bardziej niezrozumiałe jest swoiste rozdwojenie internetowych komentatorów: na taką samą nieprzychylność mogą liczyć te, które zbyt szybko odzyskują urodę, jak i te, które ponad dbanie o siebie przedkładają dbanie o dziecko. Te ze świata aktorek i modelek, jak i te, które do swojej pracy – wydawałoby się – nie potrzebują urody. Po co nadzwyczajna uroda pisarce, polityczce czy dziennikarce?
więcej w Cabines nr 84
